„Ukryte” w Scenie Roboczej

„Ukryte” rozgrywa się w ciemności tak ciemnej, że aktorzy grają wyposażeni w noktowizory, a ułożona na płóciennych leżakach widownia nie jest w stanie zobaczyć nawet czubka własnego nosa. Leżymy i poddajemy się sugestii najpierw powoli gasnącego światła, a potem dźwięków, do których sprowadzony zostanie spektakl. Pora spać? Nie, pora nadsłuchiwać. Bo zmienia się hierarchia zmysłów. Po tym, jak gaśnie światło, słyszymy głos układanego do snu dziecka, a za chwilę kobiecy szept zaczyna opowiadać nam bajkę. Nie dajmy się jednak zwieść. Poszukiwanie domku w lesie to nic innego jak plątanie się w gęstwinie snów. Wchodzimy w sen jak w bajkę, w której dzieje się wszystko to, czego najbardziej się boimy albo czego najbardziej pragniemy albo po prostu wszystko to, co nie jest możliwe na jawie. Aktorzy, mając do dyspozycji jedynie dźwięk, muszą się nieźle (i to dosłownie!) nabiegać, żeby ich polifonia była w stanie pokazać surrealizm marzenia sennego, a równocześnie walkę między chęcią snu a przebudzeniem.

The Hidden takes place in a darkness so dark that the actors play wearing NVGs, while the audience reclining on canvas deckchairs cannot even see the tips of their noses. We lay down and give in to the suggestion of the slowly fading light, and then to sounds to which the performance ultimately boils down. Time to go to sleep? No, it’s time to listen. After the lights go out, we hear the voice of a child being put to bed, and soon a fairytale begins in a female whisper. Still, we must not be deceived. We enter the dream like a fairytale, in which there is everything we are afraid of, everything we desire the most or simply everything that’s impossible outside a dream. The actors, having only sound at their disposal, have to break quite some sweat (literally!), to make their polyphony capable of conveying the surrealism of a dream and the struggle between the desire for sleep and awakening.