Jak nie przeżyć wojny

Sylwia Klimek
kultura.poznan.pl

Stworzyć iluzję, kolorową bańkę, do której nie docierają odgłosy spadających bomb i widmo śmierci czy lepiej opowiedzieć dziecku prawdę o okrucieństwie wojny? Jeśli kłamać, to jak? Jeśli mówić prawdę, to od czego zacząć? A może w obliczu niewypowiedzianego lepiej milczeć?

Twórcy spektaklu „Tymczasem pa, Kochany Skarbunieczku” nie wybiorą za nas właściwej odpowiedzi. Bo nie ma właściwej.

„Horror, piekło, ból. Nie mam lalki do zabawy, nie mam czekolady. Moimi zabawkami są dźwięki pocisków”. „Pamiętam przesiadywanie w piwnicach i kiedy spadł jakiś nabój lub pocisk, zgadywaliśmy nazwę broni, z której zostały wystrzelone i gdzie uderzyły”. „Wojenne dzieciństwo – gruszki, o które błagaliśmy wujka Ilję”. „Zbieranie deszczówki do miednicy, mroźna jesień 1992 r. Lot granatu nad głowami, gdy graliśmy w piłkę na łące”. To fragmenty wspomnień zebranych w otwartym w 2017 r. w Sarajewie Muzeum Dzieciństwa Czasów Wojny, dokumentującym wojenne doświadczenia najmłodszych świadków tragicznych wydarzeń w Bośni w latach 90. XX w. Pomysłodawcą Muzeum, które cały czas rozszerza swoją opowieść, włączając w nią m.in. wspomnienia ofiar ostatnich konfliktów zbrojnych w Syrii czy Donbasie, jest Jasminko Halilović, który w momencie wybuchu wojny na Bałkanach miał cztery lata. Przyznał w jednym z wywiadów, że był zbyt mały, by wszystko rozumieć, ale jednocześnie dostatecznie duży, by w jego głowie pozostały konkretne obrazy z oblężonego Sarajewa: – Pamiętam trudne dla mojego miasta momenty. Bombardowania. Oglądane w piwnicy wiadomości o kolejnych masakrach. Któregoś dnia usłyszeliśmy w telewizji, że w naszym sąsiedztwie zginęła dziewczyna. To była moja przyjaciółka – wspominał w rozmowie przed otwarciem Muzeum, które zadedykował właśnie jej.

Skrzypiąca huśtawka, odrapany rower, lalka, wytarty miś, niepełny zestaw kredek… przedmioty towarzyszące wojennej traumie, podarowane przez dzieci, które przeżyły wojnę na Bałkanach, trafiły do muzealnych gablot. Mogą je teraz wraz z dorosłymi oglądać najmłodsi. I wysłuchać tragicznych wspomnień, które działają na wyobraźnię i wrażliwość widza nierzadko mocniej niż dokumentalne zdjęcia z frontu walk. Są głośnym, jednoznacznym i poruszającym najczulsze struny antywojennym manifestem. Wykrzyczanym dorosłym prosto w oczy: „Co wy najlepszego zrobiliście?!”.

Tę bałkańską opowieść o dzieciństwie czasów wojny i jego konsekwencjach miałam przed oczami przez cały spektakl Teatru Usta Usta Republika Tymczasem pa, Kochany Skarbunieczku. Bo bezpośrednia do niego inspiracja – blok z rysunkami z czasów II wojny światowej, odnaleziony przed kilkoma laty przypadkiem przez poznańskiego historyka sztuki, profesora Piotra Kordubę – śmiało mógłby się znaleźć w jednej z gablot sarajewskiego muzeum. W momencie, kiedy wybucha wojna na Bałkanach Jasminko Halilović ma mniej więcej tyle lat, co bohater spektaklu Teatru Usta Usta Republika – Jureczek Kowalski, pieszczotliwie nazywany przez rodziców Skarbunieczkiem. To on opowiada nam wojnę, choć właściwie jej nie przeżył. „Przeżyłeś wojnę i jej nie przeżyłeś” – uświadamia Skarbunieczkowi obecna cały czas na scenie Śmierć (w tej roli mroczny, sugestywny Grzegorz Ciemnoczołowski). „Nie przeżył”, bo rodzice skutecznie spróbowali wojnę z dzieciństwa syna wymazać (skojarzenia z filmem Życie jest piękne Roberto Benigniego nasuwają się same). Kiedy w 1939 r. Niemcy wkraczają do Poznania, Sabina (Ewa Kaczmarek) i Antoni (Marcin Głowiński) Kowalscy wysyłają dziecko na bezpieczniejszą (przynajmniej w ich odczuciu) wieś, a rozłąkę i tęsknotę za domem próbują mu zrekompensować regularnie wysyłając do niego listy, opatrzone rysunkami „kolorowej” rzeczywistości za oknem: słoń i żyrafa w poznańskim zoo, wesoły parowóz na dworcu, kolorowe tramwaje krążące po mieście. Słońce świeci, kwitną kwiaty… Nic, absolutnie nic nie sugeruje, że wokół toczy się wojna, a oddany ciotce na wychowanie Jureczek jest także jedną z jej ofiar.

Aktorzy próbują odtworzyć ten rysunkowy, alternatywny świat na scenie. Grają ukochane zabawki Skarbunieczka: Misia, Żołnierzyka i Kredkę. Bawią się z nim w zabawy zaproponowane w listach przez ojca. Przekomarzają się, śmieją i obrażają. Idylla na wsi trwa do momentu, kiedy Miś i Żołnierzyk nie zamienią się w członków Hitlerjugend, a z czeluści pokoju nie wyłoni się Führer. Kredka co prawda chciała Skarbunieczkowi prawdę powiedzieć już dawno. Ale nie przebiła się z nią. Bańka kłamstw stworzona wokół Skarbunieczka przez dorosłych okazała się wyjątkowo szczelna.

Na scenie cały czas ścierają się te dwie postawy: głos mówiący o konieczności odkłamania okupacyjnej rzeczywistości, opowiadania o życiu w ciągłym zagrożeniu, śmierci czającej się za rogiem – to wszystko zostaje zamknięte w sugestywnej, porażającej scenie Zagłady Żydów, której dokonali Niemcy niedaleko wsi, w której wychowywał się Jureczek. Na drugim biegunie pozostają kochający rodzice, próbujący uchronić dziecko przed wojenną traumą.

Mała Scena Teatru Usta Usta Republika (nowa scena na IV piętrze Arkadii, dwa poziomy nad Teatrem Ósmego Dnia) znakomicie została wpisana i wykorzystana w spektaklu. Ciasna, pomalowana na czarno, klaustrofobiczna przestrzeń dusi i przytłacza. W kolejnych otwieranych z zaskoczenia drzwiach pojawiają się nowi bohaterowie, zabawki Skarbunieczka chowają się w ogromnej, trzydrzwiowej szafie, a niewielka antresola udaje dom rodzinny Kowalskich. Niezwykle ważne są szczegóły: fragmenty garderoby, drobne rekwizyty, które układają się w kolejne sceny. I aktorzy, którzy podchodzą bardzo blisko. Latarkami świecą widzom prosto w oczy. Krzyczą do ucha. Wyraźnie widzisz łzy matki i czarne paznokcie Śmierci… Ty też jesteś częścią tej historii. — recenzja spektaklu z 26.01.2020

Na rysunkowej wojnie

Teatr […] ukazuje historię wojny oczami sześcioletniego chłopca. Tata relacjonuje mu okupacyjną codzienność, fałszując ją w tworzonych specjalnie dla niego rysunkach. To przedstawienie dla dorosłych, choć nie brak w nim ulubionych zabawek dzieci – pluszowego misia, żołnierzyka i kredek.

Co to znaczy przeżyć wojnę?

Skarbunieczka można poznać na dwa sposoby. Pierwszym jest poszerzenie domowego księgozbioru o album opracowany przez historyka sztuki z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, Piotra Kordubę. Drugim jest znalezienie się na widowni spektaklu przygotowanego przez poznański teatr Republika Usta Usta. Polecam oba sposoby

Od wojny nie ma ucieczki

Sabina i Antoni Kowalscy to inteligenckie małżeństwo z przedwojennego Poznania. Wojna szybko zabrała im jedno z dwojga dzieci – półroczny Wituś zmarł z odwodnienia w czasie wrześniowej, bezskutecznej ucieczki przed frontem i wrogiem. Ich drugi syn – trzyletni Jurek, zwany przez rodziców czule Skarbunieczkiem, przeżył wrzesień, lecz Sabina i Antoni, objęci przymusem pracy, nie byli w stanie się nim opiekować.